Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 12 kwietnia 2011

MMMMM

A więc dzisiaj nowy dzionek i nowiutki świeżutki pościk prosto z piekarni:D
   Szkoda, że nie mogę napisać wam tego tak jak wtedy odczuwałam... ale może to i lepiej bo polewka by była ze mnie jak ja świrowałam... Aż się siebie boję... ^^
   A więc tam wyżej to mój rysunek, na nim jestem ja oraz M(ten za drzwiami rysowała go moja koleżanka Jasmine )  Tytuł "pożegnanie z M"  Rysunek trochę koszmarny bo na szybko i żeby nikt nie widział w pokoju... A więc powiem kim jest M o tuż jest moim profesorem (w sumie byłym profesorem bo już chwilowo nie jestem studentką uczelni ) Historia zaczęła się dosyć banalnie. Podrałowałam na egzamin wstępny, oczywiście od razu poznałam wiele nowych koleżanek (egzamin wstępny na malarstwo ). Maluję sobie na sztalugach i tak z za nich wyglądam, żeby zerknąć na martwą naturę i PATRZĘ a tam stoi mój ideał OOO długie włosy do pasa  i w ogóle (serduszkowa aura w koło mnie ) oczywiście nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, ale podobał mi się niesamowicie:D I pytam koleżanki obok "kto to jest ten w brązowych włosach??" ona mi na to "To jest Przenajświętszy M on karzę tak na siebie mówić on jest świrem, nie rozmawiaj z nim póki nie musisz" . Zainteresowanie wzrosło... Egzamin oczywiście zdałam, i spotykałam czasami M na korytarzu. Oczywiście rogal i aura serduszkowa włączone i podchodzę do niego i "dzień dobry Panu" i wielki czarowny uśmiech... a on " Dzień dobry, kiedy się uśmiechasz to aż promieniejesz" a ja  (promienieje jeszcze bardziej) i (palpitacja serca). no i takie były nasze pierwsze spotkania na korytarzu ... Potem oczywiście dopytywałam się innych o niego i zawsze słyszałam, że to świr i cham straszny jest, w co nie mogłam uwierzyć bo dla mnie był zawsze przemiły:(  O jej zaleje was... No i nadszedł czas moich pierwszych zajęć z M oczywiście dostawałam na nich świra totalnego, cała moja grupa miała ochotę wyjść tak gęstniała atmosfera w pracowni od różowego kiślu... Oczywiście chodzi mi o to jak M mi słodził i jak ja coraz bardziej odpływałam... Takie komplementy walił, że się rozpływałam... Nie będę wam tu tego przytaczać bo chyba was bym zamęczyła. Było wiele sytuacji, że zostawaliśmy sam na sam w pracowni dziwne sytuacje poważnie... (Ech rozmarzyłam się) Powiem wam, że byłam w 100% przekonana, że on też czuje to co ja nie wiem czemu, ale  tak czułam, kiedy patrzył w moje oczy, to w jakiś taki sposób, że... i to było najlepsze, że cała grupa stała z boku a ja stałam na przeciwko niego w odległości stanowczo przekraczającej odpowiednią odległość dla profesora i jego studentki. I tak staliśmy on mówił, o moich pracach się rozpływał nad nimi a ja nad nim...  no i czasami zapadała taka cisza, i my tak na siebie... i tak stoimy... wszyscy się gapią atmosfera gęstnieje...
    Kiedyś pamiętam upiekłam mu ciasteczka, (on mnie wiele razy zapraszał na herbatki i serniczki to wypadało się odwdzięczyć) zapakowałam je w serduszkowe pudełeczko i zawiązałam czerwoną kokardką poniosłam je pod jego gabinet i tak stoję... zapukałam, słyszę proszę... wchodzę. A tam M z jakimś gościem, on wyczuł chyba co się święci (albo już cała uczelnia wiedziała o co chodzi o prócz M) Gościu mówi, "przepraszam, to nie będę przeszkadzać" i wyszedł ... Ja oczywiście nie przeszłam od razu do rzeczy, tylko zagadałam najpierw o plener i o to czy mi nie pomoże załatwić wszystkich spraw z tym związanych... I potem mówie "mam coś dla Ciebie M(tu pada zdrobnienie nie umiem go oddać i jednocześnie zataić tożsamości)" i wyciągam pudełko... wręczam mu, on rozpakowuje i pyta, "a te serduszka to coś znaczą??Dorotko??" a ja " a nie nic tak przypadkowo tylko takie pudełko miałam" a M " O jak ładnie zawiązane kokardką wiesz jestem bardzo wrażliwy na piękno i tak mnie oczarowało" a ja (palpitacje serca) i "dziękuje (znowu zdrobnienie)" M" o ciasteczka sama piekłaś?? rozpieszczasz mnie" no i potem generalnie zachwycał się że smaczne i że trafiłam w jego gust och ach ... Ech ja to mam dziwne przeżycia... No i po tych ciasteczkach on chyba się pokapował o co chodzi, bo jak przychodziłam do niego na herbatkę czy coś to zawsze padały z jego strony dziwne pytania... "czy coś cię trapi?? może chciała byś mi o czymś powiedzieć" albo "czemu tak do mnie przychodzisz?? przecież masz inne zajęcia niż tylko siedzenie u mnie ?? może chciała byś mi się z czegoś zwierzyć??" a ja klops i "nic Ci nie powiem a nawet jak bym chciała to i tak bym Ci nie powiedziała..." No i przyszedł czas, że doszło do tego nieszczęsnego pleneru i było spotkanie organizacyjne, na którym byłam tylko ja i M i jego kolega... I wywiązała się między mną  a jego kolegą rozmowa dosyć ciekawa, i się śmialiśmy (gościu jest całkiem miły nie wiedziałam wtedy, że tak na prawdę są oni wręcz największymi wrogami, tylko tak słodzą i udają, że wszystko jest w porządku) I na to wszystko wszedł M, odniosłam dziwne wrażenie, że jest o mnie zazdrosny, bo zaproponował najpierw, żeby usiadła koło niego mimo, że siedziałam kolo P i dobrze mi się gadało, ja oczywiście pokręciłam głową i dalej gadam a on zamiast włączyć się w rozmowę wziął krzesło i wcisnął się między nas... dziwna sytuacja... Tego dnia dowiedziałam się, że M ma dziewczynę, oczywiście sam mi powiedział,,,  nie wiem co o tym myśleć, prawie przez 3 lata nie wspomniał o niej ani słowem... nie wiem nawet czy nie wymyślił jej na poczekaniu, żeby mnie wkurzyć, To było dla mnie jak grom z jasnego nieba... chyba, przez godzinę nie wydusiłam z siebie słowa... a on cały czas o tej swojej A  dopiero w połowie drogi do akademika się rozryczałam... płakałam przez 3 dni... nie byłam w stanie się powstrzymać potrafiłam rozryczeć się na ławce, na środku miasta, na przystanku i w innych dziwnych miejscach... porażka... oczywiście dalej musiałam chodzić na zajęcia do niego... a on już nie prawił mi komplementów, chyba się pokapował, że trochę za dużo na mącił w moim życiu...
    Widywaliśmy się jeszcze w wakacje ale to już były luźne rozmowy bez całej tej otoczki... Po wakacjach (to jest dziwna sprawa) poinformowałam M, ze mam chłopaka, i że ogólnie jest super... opowiedziałam mu o J (J to mój chłopak)  najdziwniejsza była reakcja M o tuż dostał szału... zaczął go wyzywać, nazwał go nawet Wrednym samcem, kiedy zaczęłam go bronić i nie dałam się... M się trochę uciszył... Nie rozumiem jego reakcji, chwile potem stanął twarzą do okna, promienie słońca padły na jego twarz i nie patrząc na mnie powiedział, że jestem taka sama jak jego dziewczyna... najdziwniejsze co usłyszałam... czemu porównał mnie z A?? Potem już go nie widziałam... Czemu zareagowała w taki dziwny sposób na moje szczęście?? ... :( Nie rozumiem facetów Przecież sam mnie odrzucił...  J mówi, że pewnie chciał nas obie ... XD rama
A co wy o tym myślicie wszystkim??
Ech ja to mam dziwne życie ...

6 komentarzy:

  1. Ech sama nie wiem po co to rozpamiętuje:( Tylko się dołuję niepotrzebnie

    OdpowiedzUsuń
  2. ♥jak zbuduje nowe na pewno zrobie♥

    OdpowiedzUsuń
  3. ♥okey ;**
    a ty masz jakies szalone odpały ?. ;pp♥

    OdpowiedzUsuń
  4. ♥aha ;** już sie nie moge doczekać dalszych postów ;**
    bd mnie obserwować ?.♥

    OdpowiedzUsuń
  5. ♥byłoby ekstra, ale jeden post na dzień wystarczy ;pp♥

    OdpowiedzUsuń
  6. ♥co do tego posta, to bardzo ciekawa opowieść. wydaje mi sie tak jak twojemu koledze, ze kochał was obie i nie potrafił wybrać, dlatego był taki zazdrosny i wściekły jak mu o tym powiedziałaś ;**
    ślicznie malujesz, umiałabyś mnie namalować jako anime ?. ;**
    mam pytanie, pokazała ci sie moja nowa notka na pulpicie nawigacyjnym ?.♥

    OdpowiedzUsuń